Dla oka- część 2 – Seriale

Mało jest seriali o typowo złych ludziach. Praktycznie nigdy nie możemy stwierdzić, że bohater nie ma w sobie choć odrobiny dobra. Co zatem sądzić o kimś, kto jest seryjnym mordercą, a jednocześnie pracuje w wydziale zabójstw w Miami? Czy można zaufać komuś, kto niczym Dr. Jekyll zmienia się z wzorowego policjanta w sadystycznego mordercę?
Takie pytania zadałem sobie ja sam po obejrzeniu pierwszego odcinka “Dextera”. Odpowiedź na te pytania nie jest jednoznaczna. Tytułowy bohater, Dexter Morgan, został adoptowany. Jego przybrany ojciec, Harry, niemal od początku zauważył u swego syna skłonności sadystyczne- przykładem może być zabicie psa sąsiadów, który zbyt donośnie szczekał w nocy. Harry jednak nauczył Dextera obracania swoich “pasji” ku
dobrym(?) celom- miał zabijać ludzi, którzy na to zasłużyli. Ojciec nauczył go jeszcze czegoś innego- udawania emocji, przez co Dexter może nadal żyć w społeczeństwie jak zwykły człowiek. Morgan podąża za wskazówkami danymi mu przez ojca- tzw. Kodeksem Harrego. Według jego zasad ofiary Dextera same muszą być mordercami- ludźmi, którzy zabili bez wyrzutów sumienia ani żalu. Przed wykonaniem egzekucji musi się jednak upewnić, że dany zbrodniarz jest winny. Ogromną zaletą serialu jest trzymanie widza w napięciu. Patrząc na codzienną rutynę Dextera ciężko nam uwierzyć w jego „ciemną” stronę. Poprzez częste zwroty akcji (zwłaszcza w 2 sezonie) trudno oderwać wzrok od telewizora(monitora?
), a pierwszoosobowa narracja (niejednokrotnie jesteśmy świadkami rozmyślań Morgana i jego motywów) jeszcze bardziej potęguje wrażenie uczestniczenia w każdym odcinku. To wszystko, plus szczypta czarnego humoru, to przepis na świetny i jedyny w swoim rodzaju serial kryminalny widziany oczami zabójcy. Polecam.
Leverage (Uczciwy Przekręt)
Co uzyskamy łącząc złodzieja, hakera, mistrza walki wręcz, zawodowego kłamcę i gościa, który nimi wszystkimi dowodzi? Świetny serial z elementami komedii. Główny bohater, a jednocześnie „szef” organizacji Leverage to były agent ubezpieczeniowy- Nathan Ford. On i cała jego ekipa używa swoich zdolności aby pomóc „biednym i potrzebującym” odzyskać ciężko zarobioną mamonę i/lub ważne dla nich przedmioty. Sam serial pełen jest gagów, smaczków i nawiązań(chociażby do gry World of Warcraft), przez co odpręża i nie jest tak wymagający jak chociażby wspomniany niżej The Wire. Akcja opiera się zasadniczo na 3 „aktach”- spotkanie z poszkodowanym, przygotowanie akcji, a następnie jej wykonanie. Głównym wątkiem pozostaje jednak zemsta Nathana na jego poprzednim szefostwie- odmówili oni bowiem sfinansowania operacji jego syna, przez co ten zginął, a Nate popadł w alkoholizm.
Często wykonanie roboty wymaga połączenia zdolności bohaterów- w czasie gdy kłamca odwraca uwagę strażników, złodziej kradnie wartościowy obraz etc. Wydaje się, że to prosty zamysł, ale w czasie oglądania nie zwraca się na to uwagi. Fabuła nie ma jednoznacznej ciągłości, każdy odcinek to inna sprawa i coraz więcej kasy do zgarnięcia, zarówno przez poszkodowanych(którzy często dostają to, co im odebrano + “skromny” bonus) jak i złodziejom.Bohaterów trudno nie lubić- haker Hardison, mimo iż rozwala serwery Pentagonu i NSA 5 klepnięciami w klawiaturę z poziomu Internet Explorera powala swoją osobowością, długowłosy Eliot Spencer brał lekcje sztuk walki chyba u samego Chucka Norrisa, a złodziejka Parker porusza się z gracją kota i z chęcią wykonuje potrójne salta w tył aby uniknąć promieni lasera uruchamiającego alarm. Z przyjemnością informuję, że niedawno rozpoczął się drugi sezon. Obejrzyjcie, bo warto.
The Wire
Od razu mówię- The Wire to bardzo trudny w odbiorze serial. Na tyle trudny, że po paru odcinkach pierwszego sezonu odrzuciło mnie zupełnie. Kiedy jednak znalazłem więcej czasu, obejrzałem całość od początku. I wsiąkłem. Mimo, iż serial nie uzyskał wielu nagród od publiczności, to przez wielu krytyków jest uznawany za jeden z najlepszych seriali wszech czasów. Ale do ad remu. Każdy sezon The Wire skupia się na innym aspekcie życia w mieście Baltimore. Niezależnie czy chodzi o handel narkotykami, przemyt ludzi, skorumpowanych urzędników czy system szkolnictwa, to każdy odcinek gęsty jest od klimatu. Czym The Wire wyróżnia się na tle innych seriali? Chociażby całkowitym brakiem ścieżki muzycznej(poza główny motywem). To, co słyszymy w głośnikach, jest tym, co słyszą bohaterowie na ekranie. Jednak jak powiedział sam reżyser, David Simon: “Ten serial jest tak naprawdę przedstawieniem amerykańskiego miasta i żyjących w nim ludzi. Mówi o wpływie instytucji na odrębne jednostki, mówi o tym, że niezależnie czy jesteś policjantem, prawnikiem, dilerem czy politykiem, to nadal siedzisz po uszy w jednej wielkiej korporacji i musisz ustosunkować się do jej zasad”.
Głównym celem twórców było stworzenie wiarygodnych i realistycznych bohaterów. Aktorzy obsadzający role bardzo rzadko znani są z innych produkcji, przez co nie mamy uprzedzeń do aktora poprzez przez poprzednie role. (Nie wiecie o co chodzi? A z czym wam się kojarzy Chuck Norris albo Bruce Willis?). W przeciwieństwie do innych seriali, The Wire pokazuje całą prawdę o policjantach. Motywuje ich bowiem nie chęć do ochrony ludzi, lecz przeświadczenie, że są bardziej inteligentni niż przestępcy. Część oficerów jest brutalnych, zapatrzonych w siebie, utopionych w biurokracji i kontaktach w polityce. Podobnie inaczej niż gdziekolwiek indziej przedstawieni są przestępcy- ich motywem nie jest zdobycie mnóstwa pieniędzy czy krzywdzenie innych- wielu z nich nie ma wyboru, wszyscy zaś posiadają ludzką moralność i często wahają się przed wykonaniem rozkazu. The Wire często nazywany jest “ekranizacją powieści”. Tak jak każdy fragment informacji jest ważny dla policjantów, tak każdy odcinek serialu odkrywa kolejne karty dla widzów.
Oz
Nie wiem jak wy, ale ja nie mogłem przesiedzieć przez więcej niż jeden odcinek Prison Breaka. Mało wiarygodni aktorzy, przesłodzeni więźniowie, a prawdy o prawdziwym pierdlu tam tyle, co kot napłakał. Na ratunek całe szczęście nadszedł Oz.
Oz, a właściwie Oswald State Correctional Facility to więzienie o zaostrzonym rygorze.
Większość wątków rozgrywa się jednak w Emerald City, eksperymentalnym oddziale więzienia mającym na celu resocjalizację więźniów i nauczenie ich odpowiedzialności. Teoretycznie “Em City” jest non-stop kontrolowane przez strażników, prawda jest jednak taka, że od początku istnieją tam podziały rasowe i społeczne. Narratorem w serialu jest Augustus Hill, jeden z więźniów, zatrzymany za handel narkotykami i morderstwo. Pojawia się on w surrealistycznych wręcz fragmentach i przedstawia nowych więźniów, nastraja też widzów na ogólny temat odcinka. Kiedy pojawia się nowy więzień, Hill staje się narratorem wszechwiedzącym- zna każde występki, przeszłość, a także numer więzienny i wyroki danych zbrodniarzy. Można powiedzieć, że Augustus jest czymś w rodzaju chóru w antycznym teatrze greckim- zwraca się bezpośrednio do widza i komentuje zwroty w fabule czy wyjaśnia zawiłe czasami wątki. Świat Oz jest brudny. Tu nie ma miejsca dla wypielęgnowanych facecików a’la Prison Break. To świat gwałtów, korupcji, morderstw i handlu narkotykami. To świat, w którym twoim celem jest przeżycie kolejnego dnia. To świat brutalnych egzekucji(chociażby bardzo mocna scena ukrzyżowania(!) jednego z więźniów przez neo-nazistów) i chorych ambicji. Aby pozostać żywym musisz mieć znajomości albo być, mówiąc bez ogródek, więzienną kurwą, jednak wtedy należy przygotować się na nieustanne docinki współwięźniów. Tutaj nie możesz zniknąć. Nie możesz uciec ani zapaść się pod ziemię. Musisz być.

“niejednokrotnie jesteśmy świadkami rozmyślań Morgana i jego motywów” najbardziej rozwaliło mnie to, jak myślał nad tym, jak powiedzieć siostrze, że jest mordercą ;d
O wow. Chyba zacznę wałkować zagraniczne seriale, bo w polskich takich cudów-wianków się nie doczekam.